REKLAMA
21 września w siedzibie Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk” w Koszęcinie odbędzie się kolejna edycja Regionalnego Przeglądu Pieśni „Śląskie Śpiewanie” im. prof. Adolfa Dygacza. Po wcześniejszych eliminacjach, na konkurs zjeżdżają soliści, duety i chóry z całego województwa śląskiego.
W 2024 roku po nagrodę główną Grand Prix i Statuetkę „Szczyglika” sięgnął Julian Werner – w niespełna rok po tym jak dołączył do lublinieckiego Zespołu Pieśni i Tańca „Halka“. Tym razem, zgodnie z tradycją Przeglądu, solista przyjął zaproszenie do Koszęcina jako gość specjalny.
Redakcja: Jak czujesz się przed tak ważnym koncertem?
Julian Werner: Bez dwóch zdań, to będzie mój najważniejszy występ w życiu. Jestem bardzo podekscytowany ale też zmobilizowany do tego aby wypaść w Koszęcinie jak najlepiej. Pozostawiam sobie jednak odrobinę dystansu – zdaję sobie sprawę z tego, że jestem tylko amatorem, popełniam błędy i nigdy nie osiągnę poziomu prezentowanego przez najlepszych śpiewaków. Mogę zdziałać wiele… ale nie muszę się spinać za wszelką cenę. Wchodzę na scenę, odpalam petardę i wracam do domu.
Redakcja: No właśnie, jak trafiłeś do Zespołu Pieśni i Tańca „Halka“
Julian Werner: Od kilku dobrych lat pielęgnuję kilka swoich pasji – m.in. przez około 20 lat dorabiałem śpiewając na weselach. Oprócz śpiewania inną z pasji jest też dziennikarstwo. W styczniu 2023 realizowałem materiał z pierwszego spotkania członków „Halki“, po tym jak Miejski Dom Kultury w Lublińcu przejął opiekę nad Zespołem. Przez chwilę rozmawiałem z Krystianem Olszowskim, który obejmował kierownictwo w Zespole. Powiedziałem wówczas: „Też trochę śpiewałem“… i tak pozostało. Jednak w listopadzie 2023 Krystian napisał do mnie i zaprosił mnie na pierwszą próbę Chóru ZPiT Halka, która właśnie przygotowywała się do Koncertu Kolęd.
Jak wkomponowałeś się w Halkę i jak to się stało, że tak szybko sięgnąłeś po „Szczyglika“?
Nie wiem czy do końca wkomponowałem się w Halkę. Mam swój charakter i swoje zasady, a w tłumie bywa różnie, hehe. Początki były przerażające! Nie wiedziałem, że Kolędy można śpiewać na cztery głosy! Byłem zaskoczony i trudno było mi wystartować. Na szczęście mogłem liczyć na wsparcie chórmistrza Piotra Mazura i doświadczonego śpiewaka, Krzysztofa Lacha – oni nadali mi kierunek. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Piotr zaproponował mi solowe wykonanie pieśni „Hej, koło Cieszyna“ i tak trafiliśmy na „Śląskie Śpiewanie“. Co mogło zadecydować o zwycięstwie? Nie mam pojęcia! Zawsze jestem bardzo samokrytyczny, co nie musi oznaczać niskiego poczucia własnej wartości – po prostu, w niektórych obszarach twardo stąpam po ziemi. Być może dlatego z tego konkursu zapamiętałem… same minusy. Widocznie Jurorzy dostrzegli coś więcej – do dzisiaj nie wiem co.
Przypomnijmy, że w Koszęcinie świetnie wypadli wszyscy reprezentanci Halki – Maria Matusek i Renata Zgorzelska zwyciężyły w kategorii duety, a Krzysiu Lach i Grzegorz Polak pokazali klasę w bardzo trudnym utworze „Służyłek u pana“. To był bardzo udany wyjazd dla całego Zespołu, napędził nas do dalszej pracy.
Co zaśpiewasz w tym roku?
Oprócz „Hej, koło Cieszyna“ i „Nie ma to, ej nie ma“ – pieśni, które zaśpiewałem podczas konkursu w 2024, wykonam jeszcze cztery utwory – różniące się od siebie pod względem dynamiki, tonacji i tematyki. Przygotowania rozpocząłem już w czerwcu. Regularnie, ze znakomitym Piotrem Mazurem, pracujemy nad szczegółami, poświęcając na to nawet część zasłużonych wakacji zarządzonych w Zespole „Halka“. Raz jeszcze podkreślam – jestem tylko amatorem więc muszę zasuwać aby jak najlepiej posklejać cały program i wycisnąć z niego maksimum. Nie ma litości!
Jak czujesz się w Zespole Pieśni i Tańca Halka? W listopadzie miną dwa lata odkąd przyjąłeś zaproszenie Krystiana Olszowskiego.
Podkreślmy, że Halka nie jest Zespołem zawodowym. Dla porównania, członkowie Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk“ spotykając się na próbach, tak naprawdę idą do pracy. My spotykamy się na próbach… po pracy. Halka ma swój, nazwijmy to, mikroklimat, jak w rodzinie. Atmosfera, na ogół, jest dobra, choć zdarzają się konflikty – to normalne, zwłaszcza w obliczu ważnych występów czy spraw organizacyjnych. Cieszę się, że skład Zespołu stopniowo się powiększa. Wciąż następują tutaj dynamiczne zmiany. Niedawno doszło do roszady na stanowisku prezesa Stowarzyszenia. Z Zespołem pożegnał się Krystian Olszowski. Nie potrafię się z tym do końca pogodzić – facet wpompował w Halkę całą swoją energię i postawił ją na nogi po latach kryzysów. Nie wnikam w szczegóły tej rezygnacji, krążą różne plotki, ale też trudno powiedzieć w jakim kierunku podąży teraz Zespół.
Ja robię swoje – staram się dawać z siebie wszystko na próbach i koncertach ale nie robię z siebie gwiazdy. Mam 47 lat. Wiem gdzie moje miejsce. Kończy się Halka, wracam do domu i oddaję się innym zainteresowaniom. Od ponad sześciu lat mieszkam sam, w Lublińcu więc mam co robić – od sprzątania chałupy, przez pracę, dziennikarstwo po wędrówki po lasach. Pomimo różnych zawirowań życiowych jestem szczęśliwym i wolnym człowiekiem – normalnym typem spod bloku. Samotne życie z wyboru nie musi oznaczać samotności. Nie narzekam. To szczęście postaram się pokazać 21 września w Koszęcinie.
Podobno masz krytyczne zdanie na temat Zespołu „Śląsk“?
Krytyczne? Bez przesady. Dorobek Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk“ to oczywiście nieoceniona i potężna wartość. Zwróć jednak uwagę na to, że sukcesy buduje się tutaj dzięki pozyskiwaniu artystów z zewnątrz, oferując im etaty. Jeśli Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk“ zacznie produkować własne talenty, poczynając od grup dziecięcych czy młodzieżowych – a m.in. te talenty przyczynią się później do rozwoju Zespołu, to wtedy powiem, że jest to… pełnokrwisty Ambasador Polskiej Kultury. Sorry.

REKLAMA
(r.d)
REKLAMA
















