REKLAMA
Znamy już kulisy zdarzenia niedaleko zalewu Nakło-Chechło, o którym informowaliśmy wczoraj. Jak ustaliła policja, doszczętnie spalony wrak audi to finał pijackiego rajdu po leśnych traktach. Gdy kierowca utknął w rowie, z niewyjaśnionych dotąd przyczyn buchnął ogień.
Jak przekazał nam w poniedziałek rano podkom. Kamil Kubica, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Tarnowskich Górach, do zdarzenia doszło w niedzielę przed godziną 5:00, gdy 36-letni mieszkaniec Ożarowic wraz z 31-letnim pasażerem z Miasteczka Śląskiego wjechali do lasu od strony ulicy Kolejowej.
Po przejechaniu około 500 metrów kierowca postanowił zawrócić. W trakcie manewru audi wpadło do rowu. Chwilę później pojazd zaczął się palić. Na miejsce wezwano straż pożarną, która ugasiła płonący samochód oraz zajętą już ogniem pobliską ściółkę.
Prawie 1,5 promila i wezwanie służb
Służby o zdarzeniu powiadomił pasażer pojazdu. Na miejscu interweniował również zespół ratownictwa medycznego. Choć 36-letni kierowca został przebadany, nie wymagał on hospitalizacji. Szybko jednak wyszedł na jaw prawdziwy powód problemów na leśnej drodze.
Badanie alkomatem wykazało, że starszy z mężczyzn miał w organizmie blisko 1,5 promila alkoholu.
Odpowie przed sądem
Mieszkaniec Ożarowic za jazdę w stanie nietrzeźwości odpowie teraz przed sądem. Grozi mu wysoka grzywna, zakaz prowadzenia pojazdów, a nawet kara pozbawienia wolności. Przypomnijmy, że dzięki szybkiej akcji strażaków udało się uniknąć rozprzestrzenienia ognia – w lesie jest obecnie bardzo sucho i pożar mógł skończyć się tragicznie.
REKLAMA





źródło: tarnogorski.info
REKLAMA



















